13-10-2017. GALERIA POD TEKSTEM. Profesjonalne i uczciwe reportaże Wojciecha Jagielskiego są nam potrzebne jak tlen

Spotkanie z takim człowiekiem jak Wojciech Jagielski  jest jak święto – potem długo nosi się je w  sobie, wraca się do niego w myślach,  w rozmowach z rodziną i przyjaciółmi.

Zawsze imponowała mi jego wiedza, rzetelność informacji, której dostarcza czytelnikowi, sposób komentowania wydarzeń, talent literacki, wrażliwość, ale podczas spotkania w Bibliotece przyszło kolejne oczarowanie.  Myślę tu o niezwykłej osobowości pana Jagielskiego - wyjątkowa w tym zawodzie skromność i łagodność, życzliwość wobec ludzi, również tych, którzy mają inne zdanie.

Już wiem, skąd w nim ta siła, o którą pytałam. Odpowiedział skromnie, że być może taki się urodził, że potrafi skupić się na zadaniu, więc emocje go nie niszczą. Myślę, że ta siła bierze się z prawości charakteru,  z wiedzy, z rozumienia wielu rzeczy, z nienaruszalności ważnych w życiu zasad.

Czekam na kolejne książki Wojciecha Jagielskiego, bo to literatura naprawdę piękna, ale czekam też na jego reportaże, bo w czasach newsów zalewających Internet, często nierzetelnych i krzykliwych - profesjonalizm i uczciwość są potrzebne jak tlen.

Elżbieta Gonet

 

Wojciech Jagielski – mistrz wojennego reportażu

Co czuje matka, której dwaj synowie wyjeżdżają z Kaukazu do Europy, a stamtąd na dżihad do Syrii i tam giną? A co czuje dziennikarz, kiedy po raz pierwszy widzi wojnę z bliska? Czy wojenna adrenalina może uzależniać i czy do wojny można się przyzwyczaić? Czy dzisiejsza Europa, syta i bogata, ale też przestraszona i zamykająca się w sobie, rozwiąże problem z uchodźcami? Czy cena, którą czasami musi zapłacić dziennikarz za wykonywanie zawodu reportera wojennego, nie jest zbyt wysoka?

Na te i inne podobne pytania w ubiegły piątek w Galerii pod Tekstem odpowiadał Wojciech Jagielski, wielki polski reporter, o którym klasyk światowego reportażu, Ryszard Kapuściński, powiedział: „Pisarstwo Jagielskiego to świetna kontynuacja, doskonałe rozwinięcie i wzbogacenie wszystkiego, co najlepsze w polskim i europejskim reportażu”.

Spotkanie trwało prawie dwie godziny, niby dużo, a jednak część słuchający po opuszczeniu sali czuła spory niedosyt. Okazuje się, że Wojciech Jagielski, który widział ponad 50 zbrojnych konfliktów na całym świecie, jest dziennikarzem, który tak naprawdę godzinami może opowiadać i tłumaczyć, dlaczego go ,,te wojny” tak bardzo zainteresowały, dlaczego zaczął pisać o małych kaukaskich narodach (jest ich ponad sto!), które od momentu, rozpadu ZSRR nieomal bezustannie walczą między sobą, czy o Afganistanie. Jest jednak coś, co go wyróżnia od innych mistrzów dziennikarskiego pióra. W swojej pracy nie koncentruje się na politycznych analizach, danych i suchych faktach. Jego zajmują ludzie, zwykli prości, których wciąga spirala nienawiści i zemsty, których zazwyczaj najmocniej dotykają wojenne zawieruchy. To poprzez ich historie stara się przybliżyć polityczno-społeczne realia opisywanych miejsc, nie szczędząc przy tym szczegółów, dzięki którym czytelnik może dobrze poznać specyfikę życia w Czeczenii, Afganistanie czy Republice Południowej Afryki.
Jagielski w swoich książkach po mistrzowsku mnoży punkty widzenia, zestawia opinie ludzi stojących po różnych stronach konfliktów. Jest wytrawnym obserwatorem, dziennikarzem, który przede wszystkim dba o to, żeby czytelnicy dowiedzieli się, jak naprawdę wygląda życie w miejscach, które znamy jedynie z telewizyjnych newsów, ukazujących najczęściej jedynie „okropności wojny”.

Co do samego reportażu, gatunku dziennikarskiego, którego jest mistrzem, to zdaniem Jagielskiego jest to najbardziej ,,osobisty przekaz”, najbardziej ,,prywatny” sposób opowiadania. - Nie jestem teoretykiem gatunku, ale uważam, że nie ma w nim miejsca na fikcję. Jagielski przyznaje też, że każdy w swojej pracy popełnia jakieś błędy i są to przykre sytuacje, które nie powinny się zdarzać. - Z reportażem jest też tak jak ze wszystkim – jeżeli pójdziemy do stomatologa, który nam wyrwie ząb, choć miał tylko przeprowadzić leczenie kanałowe, to zrobimy to po raz ostatni. Jeżeli dziennikarz zostanie przyłapany na niekompetencji, już nie mówię nieuczciwości, ale niekompetencji, to czytelnicy przestaną go czytać. Błędy się zdarzają, trzeba je eliminować. Ale czym innym jest błąd, a czym innym kłamstwo popełnione z premedytacją. - Dla mnie to jest rzecz, która dyskryminuje człowieka jako dziennikarza. Jesteśmy zawodem zaufania publicznego, nie możemy łgać. Zawsze uważałem, że dziennikarz to zawód polegający na dostarczaniu ludziom informacji. Podstawą mojej pracy wciąż są depesze agencyjne – czysta, niezmanipulowana informacja.

Jagielski jest też skromny. Uwielbiam to u niego! Nie uważa, żeby korespondent wojenny zasługiwał na jakieś większe względy niż dziennikarz w jakiejkolwiek innej specjalizacji. - Dla mnie największymi bohaterami w moim fachu są dziennikarze z lokalnych gazet. Co to jest za bohaterstwo pojechać gdzieś daleko, przejechać samochodem przez jakąś linię frontu, nawet nie wiedząc, że się ją przejechało, napisać coś o ludziach, których się nigdy w życiu nie spotka i prawdopodobnie oni nigdy tego artykułu nie przeczytają. Chociaż dzisiaj można już polski artykuł wrzucić w Google’a i przetłumaczyć na perski. Dla mnie bohaterami są dziennikarze, którzy piszą o sąsiadach. W dodatku robią to w taki sposób, że gdy nazajutrz spotykają tego sąsiada, to on może być zły za sposób, w jaki został przedstawiony, ale musi przyznać autorowi rację. Żyć w tej wspólnocie i uczciwie o niej pisać – to jest prawdziwe bohaterstwo.

Cezary Siciński


543361
Dzisiaj
W tym tygodniu
W tym miesiącu
82
7052
15517